Relacja ze spaceru z Panią Anią
"Wyciągnęłam pana psa aż za Głębokie, spacerkiem na łapach, bez smyczy (nie wiem nawet, ile bym dostała mandatu od straży leśnej, choć myślę, że widok psiego szczęścia rozlewającego się na psim pysku, tudzież info, że na co dzień to więzień schronowy ruszyłby serce najbardziej pryncypialnego strażnika). Wcześniej był superski, jak gadałam kwadrans z wetką schronową w temacie mojego kota, po prosyu uwalił mi się na nogi i spokojnie czekał, aż załatwię sprawę. Spuszczony ze smyczy idzie cały czas w odległości pozwalającej kontrolować człowieka, gdy stanęłam za drzewem tak, że mnie nie widział, momentalnie do mnie zawrócił. Przychodzi spokojnie na gwizdanie z radochą wyraźną, chyba wyciesza go niezmiernie, że ma kogoś, do kogo wraca. Do wody nie włazi, choć byłam pewna, że się nie oprze, zwierzęta typu żaby skaczące pod nosem, czy kaczki na jeziorkach zupełnie go nie interesują. Kot napotkany tuż po wyjściu ze schronu też go nie zainteresował, co akurat mnie cieszy.
Kondycję ma dobrą, bo jednak dla niego to spory kawał, nie jest przyzwyczajony do takich odległości, a przede mną też go ktoś wyprowadzał. Po powrocie uprzedziłam dziewczyny w TOZie, że Dex może zastosować strajk w przypadku propozycji kolejnego spaceru
.
W lesie na trawie tarzał się jak szalony koń, a na psim pysku widać było błogostan. Ponieważ nie chciałam go zajechać, więc zrobiłam postój, najlepsza pozycja odpoczynku, to pysk na moich butach i głaskanie po nim, normalnie odpływa, oczy same mu się zamykają."
Ten pies jest po prostu wyjątkowy. Jestem zdecydowaną kociarą, psy owszem, miewałam, lubię je, ale Dexter poruszył mnie od pierwszego spotkania, choć akurat nie ja go wyprowadzałam.
OdpowiedzUsuńZdumiało mnie jego zachowanie, nie jest wycofany, jak niektóre z tych źle przez los doświadczonych zwierząt, nie jest z niego nachalny brat-łata, jak inne. Gracja, poczucie własnej wartości, a jednocześnie przyzwolenie na bliski kontakt widoczne w ślepiach. Zauroczył mnie do tego stopnia, że od pierwszego z nim spotkania zastanawiam się, czy pogodzę jego ewentualną obecność w domu z dwoma kotami, w tym jednym z padaczką, dość intensywnie kota nawiedzającą, niestety. Po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się zobaczyć psa i nie móc przestać o nim myśleć. A przecież w TOZie jest wiele innych, dzięki akcji "spacerowicz" mam możliwość wychodzenia z innymi psami, ale żaden z nich nie wzbudził we mnie takich emocji, choć są przemiłe.
Anka
Bardzo się cieszę, że coraz więcej ludzi pragnie pomagać bezdomnym zwierzakom. Wierzę, że Dekster odnajdzie swoje miejsce na ziemi to najwspanialsze!
OdpowiedzUsuńNiestety w Święta nie udało mi się z nim pośmigać na spacer, bo nie było możliwości wydobycia go ze schronu, mimo moich prób. Ale jutro w południe mam okienko w jazdach, więc natychmiast pędzimy po lesie :-)
OdpowiedzUsuńDopiero dzisiaj go dopadłam :-). Miał mieć robione zdjęcia, ale po tylu dniach bez wolności był bardzo niecierpliwy i zupełnie nie chciał robić za modela.
OdpowiedzUsuńPo awanturze z haskaczem jest smutniejszy jakby, choć sam bitki szukał. Na pewno potrzeba mu więcej spacerów, bo z jego wysokości zaczyna się robić jego szerokość. Po półtoragodzinnym marszu z ulgą pomykał do schroniska, a wcześniej zarządził popas w lesie z głową na moich kolanach. Ten to potrafi być przymilniak :-).